Szlachetne zdrowie

Dzisiaj coś na temat systemu opieki zdrowotnej w Polsce, bo trochę się na tym znam. Na pytanie jaki system obowiązuje w Polsce prawie wszyscy Polacy odpowiedzieliby to samo – zły. A czy można to zmienić? Ależ oczywiście, ale pod warunkiem, że nasi wspaniali posłowie, senatorowie, ministrowie itd… przestaną odkrywać dawno już odkrytą Amerykę i wezmą się za prawdziwe zmiany, a nie tylko tzw. leczenie paliatywne służby zdrowia. Pierwszy i to podstawowy warunek reform w służbie zdrowia to likwidacja znienawidzonego przez wszystkich, zarówno pacjentów jak i pracowników służby zdrowia Narodowego Funduszu Zdrowia. Co w zamian? Nic nowego. Mamy w Polsce Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Ja wiem, że w tym momencie wkładam przysłowiowy kij w mrowisko, ale robię to w pełni świadomie. Wystarczy zmienić nazwę na Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Zdrowotnych ( ZUSiZ – nawet ładnie to brzmi ), zatrudnić tam prawdziwych fachowców, dokonać radykalnych zmian na stanowiskach kierowniczych, spowodować zupełnie inne nastawienie do klienta czyli pacjenta i służby zdrowia. Wcale nie twierdzę, że to łatwe, ale jaki jest sens tworzyć nowe instytucje kiedy w Polsce są już takie, które mogłyby tym się zajmować. Następna niezwykle istotna sprawa – przepływ pieniędzy od pacjenta do wykonawcy usług medycznych. W pierwotnym założeniu pieniądze miały iść za pacjentem, ale nigdy do tego nie doszło. Czas najwyższy to zmienić. Wystarczy każdemu Polakowi utworzyć w ZUSiZ odrębne konto zdrowotne. Wszyscy płacimy już teraz ubezpieczenie zdrowotne ale nikt nie wie co tak naprawdę dzieje się z tymi pieniędzmi. Tylko niewielka grupa Polaków ma świadomość, że z ich comiesięcznej składki w wysokości około 200-300 zł tylko kilka złotych trafia do Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Reszta zostaje w NFZ. Młody, zdrowy Polak, który często przez lata nie wymaga pomocy medycznej płaci co miesiąc sporo pieniędzy. Kiedy w końcu poważnie zachoruje, okazuje się, że naszego kochanego państwa nie stać na jego leczenie. Ja rozumiem pojęcie solidarności społecznej, ale czy nie można tego odrobinę zmodyfikować? Wystarczyłoby dzielić środki pieniężne wpłacane przez każdego obywatela na dwie części, w proporcjach na przykład po 50%. Jedną część otrzymywałby ZUSiZ i przekazywał zakładom służby zdrowia celem zabezpieczenia usług medycznych. Druga część byłaby odprowadzana bezpośrednio na konto osoby ubezpieczonej. Każdy posiadałby specjalną kartę ubezpieczenia zdrowotnego, która byłaby równocześnie kartą płatniczą za usługi medyczne. W każdej jednostce służby zdrowia znajdowałyby się urządzenia służące do obciążenia konta pacjenta odpowiednią kwotą za wykonaną usługę. W ten sposób każdy byłby dysponentem własnych środków pieniężnych i miałby w końcu świadomość jakie są rzeczywiste koszty leczenia. Oczywiście byłaby także możliwość przekazywania środków pieniężnych komuś z rodziny lub bliskiej osobie. Byłoby to po prostu moje konto i moje pieniądze, które mógłbym wykorzystać zupełnie dowolnie ale tylko na usługi medyczne. Olbrzymim problemem służby zdrowia jest zmiana mentalności większości Polaków, którym zwłaszcza media wmówiły, że im się wszystko należy. Ludzie, socjalizm to myśmy już mieli. Powrotu do niego nie ma. Jesteśmy krajem biednym, a usługi medyczne chcemy mieć za grosze ale na poziomie światowym. Jedno przeczy drugiemu. Dopóki nie nauczymy się szanować swojego zdrowia, dbać o profilaktykę oraz nie szukać fachowej pomocy medycznej w zupełnie banalnych przypadkach, nie wymagających kontaktu z lekarzem, nie oczekujmy poprawy jakości usług medycznych. Sporym problemem w Polsce są druki ZLA wystawiane przez lekarzy osobom niezdolnym do pracy z powodu choroby. Ich wystawianie powinno zostać znacznie ograniczone. To sami pracownicy w porozumieniu z pracodawcą powinni decydować czy w danym dniu są zdolni do pracy. Zdarzają sie przecież np. banalne przeziębienia, które nie wymagają wizyty u lekarza, ale wymagają kilku dni spędzonych w domu. W takim przypadku pracownik powinien tylko powiadomić pracodawcę o chorobie i swojej nieobecności. Pracodawca płaciłby pracownikowi za te dni np. 80% wynagrodzenia, a pracownik mógłby w ten sposób „przechorować” np. 35 dni w roku. Tylko w przypadku dłuższej nieobecności w pracy wymagane byłoby zaświadczenie od lekarza na druku ZLA.
Zdaję sobie sprawę, że są to tylko pomysły, które wymagają szczegółowego opracowania przez prawdziwych fachowców ale mam nadzieję, że trafią one do właściwych ludzi i ich zainteresują.

Ten wpis został opublikowany w kategorii A może być tak pięknie.... Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.