Kampania z dystansu

Kampania prezydencka nie była zbyt ciekawa. Od początku mieliśmy dwóch zdecydowanych faworytów i tylko kwestią frekwencji w drugiej turze było który z nich zwycięży. Uważam, że zupełnie nie miał znaczenia program wyborczy kandydatów. Jedyne co mnie jak zwykle niemile zaskoczyło to wyraźne poparcie olbrzymiej większości duchowieństwa dla PiSuaru i Kaczyńskiego. Cieszy mnie, że nawet tam znalazły się wyjątki, jak chociażby ksiądz Kazimierz Sowa. Dlatego odsyłam do zapisu rozmowy z księdzem przeprowadzonej przez Monikę Olejnik.
http://www.radiozet.pl/Programy/Gosc-Radia-ZET/ks.-Kazimierz-Sowa2
„Gościem Radia ZET jest ks. Kazimierz Sowa.

Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest Kazimierz Sowa, ksiądz Kazimierz Sowa, wita Monika Olejnik, dzień dobry.

Kazimierz Sowa: Dzień dobry, witam.

Monika Olejnik: Polska jest podzielona czy nie podzielona?

Kazimierz Sowa: Wybory pokazują, że zawsze jest podzielona, no to jest pytanie oczywiście ci, których kandydat nie został wybrany na taki czy inny urząd mogą się trochę czuć zawiedzeni, mają do tego prawo, więc w pewnym sensie tak, ale nie tragizowałbym tutaj, że jakoś bardziej niż kiedykolwiek.

Monika Olejnik: A jak się zachował Kościół w czasie tej kampanii wyborczej według księdza?

Kazimierz Sowa: Myślę, że ta kampania nie należy do szczególnie przyjemnych doświadczeń Kościoła. I sądzę, mam taką nadzieję, że wielu księży zdało sobie sprawę, może nawet już przed wczorajszą niedzielę i uderzyło się w piersi, ponieważ mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której wobec tych dwóch kandydatów zupełnie myślę, że świadomie jednak porozkładano fałszywie akcenty, to znaczy uczyniono z Komorowskiego…

Monika Olejnik: Szatana.

Kazimierz Sowa: O, jeden z księży w diecezji lubelskiej, nie wiem, co na to ksiądz arcybiskup Życiński, nazwał go w ogóle szatanem, czy były też przypadki odmawiające mu pewnego prawa do tego żeby mówił o sobie, że jest katolikiem. Fałszowano w ogóle życiorys Komorowskiego, poddawano w wątpliwość fakt, że był człowiekiem, który przez kilka lat uczył historii w seminarium, a najbardziej kuriozalny zarzut, jaki był, to jeśli jest takim katolikiem mającym piątkę dzieci czemu nie zapisał się do stowarzyszenia rodzin „Trzy plus”. No przepraszam bardzo, a to przymnożyłoby mu jakoś…

Monika Olejnik: Przepraszam, a co to jest za stowarzyszenie „Trzy plus”?

Kazimierz Sowa: To jest stowarzyszenie rodzin wielodzietnych, które posiadają trójkę, więcej dzieci, więc to był jeden z takich z prasy katolickiej, więc tutaj przyznam szczerze, że tej ostrości w widzeniu różnych drzazg w oku pana Komorowskiego nie było po drugiej stronie.

Monika Olejnik: Ale pięć lat temu nie było takiego mocnego zaangażowania Kościoła.

Kazimierz Sowa: Wczoraj rozmawiałem, rozmawialiśmy z kilkoma osobami, między innymi z żoną pana ministra Sikorskiego, bo ja postawiłem taką tezę, że Komorowski startuje, obecnie obejmując urząd prezydenta bez tego bagażu poparcia Kościoła. Właściwie jest pierwszym od czasu Lecha Wałęsy prezydentem, który został wybrany nie tylko bez poparcia Kościoła, ale także w pewnym sensie wbrew akcji, którą robiło wielu proboszczów, a także wielu biskupów w ciągu ostatnich dwóch miesięcy i to mu oczywiście daje szanse na zupełnie trochę inne postawienie spraw związanych z relacjami państwo – Kościół. No nie będzie miał po prostu tego bagażu, że komuś coś zawdzięcza. Tu ewidentnie Kościołowi prezydentury nie zawdzięcza.

Monika Olejnik: Mocno był zaangażowany, jak zwykle dyrektor Radia Maryja, „Nasz Dziennik” był mocno zaangażowany w kampanię wyborczą Jarosława Kaczyńskiego.

Kazimierz Sowa: O, w ogóle media katolickie jednak w dużej mierze zaangażowały się po stronie Jarosława Kaczyńskiego i tak, jak mówię, tutaj te akcenty były trochę tak powiedziałbym niesprawiedliwie rozkładane. Oczywiście trzeba też widzieć, że na przykład Katolicka Agencja Informacyjna zrobiła wywiad z Komorowskim, że ukazały się też wywiady i z Kaczyńskim i z Komorowskim w niektórych tygodnikach katolickich, ale generalnie, jeśli mówimy o segmencie mediów ojca dyrektora, no to tam była jazda bez trzymanki, jak mówi młodzież.

Monika Olejnik: Tak, jazda bez trzymanki, tam głównie pisano o katastrofie smoleńskiej, zresztą zaangażowanie…

Kazimierz Sowa: Zarzucano to nawet, nawiasem mówiąc, Komorowskiemu, tak jakby był jednym – nie wiem – ze sprawców, z ludzi odpowiedzialnych.

Monika Olejnik: No zresztą głos Kościoła w sprawie katastrofy smoleńskiej niektórych z księży był no, dosyć zdumiewający, w każdym razie szukano winnych, że winnym jest Donald Tusk, tej całej tragedii.

Kazimierz Sowa: Tak i wydaje mi się, że też część homilii, która była wygłaszana podczas tych uroczystości pogrzebowych, żałobnych po katastrofie przybrała w ogóle taką formułę języka religijnego, właściwie zarezerwowanego dla męczenników, którzy dają swoje życie za wiarę, czyli oddają swoje życie jakby w obronie najważniejszych wartości religijnych, Pana Boga, co nawiasem mówiąc nawet ma pewne odbicie także i w polityce, bo na przykład wczoraj Jarosław Kaczyński mówił o tych, którzy ponieśli śmierć męczeńską. No przepraszam bardzo, ja szanuję i wszystkie ofiary, cała ta sytuacja z katastrofą w Smoleński jest i będzie bardzo poważnym, traumatycznym przeżyciem dla całego pewnie współczesnego pokolenia Polaków, no ale jednak to była katastrofa, to był wypadek, a to nie była – tutaj nie można mówić o męczeństwie tych ludzi. Więc troszeczkę tutaj Kościół też zachwiał pewne proporcje w ocenianiu niektórych zjawisk, czy też w używaniu niektórych określeń i to się potem przeniosło na życie polityczne. Wydawało mi się, że to jakoś w maju troszkę się wyciszyło, a wróciło właśnie w ostatnich dniach, kiedy nagle okazało się, że będziemy mieli do czynienia z dosyć takim aktywnym zaangażowaniem Kościoła.

Monika Olejnik: Ale dlaczego tak Kościołowi zależało na Jarosławie Kaczyńskim a nie na Bronisławie Komorowskim jak to zrozumieć.

Kazimierz Sowa: Nie wiem, szczerze mówiąc. Rozmawiałem z kilkoma księżmi, którzy, nawet z jednym z kolegów, który był w komitecie tym krakowskim poparcia i on stwierdził, że taka jest jego potrzeba i przekonały go argumenty, że to będzie dobra prezydentura, ale absolutnie spotykamy się raz na tydzień, w niedzielę, gdzieś tam nawet przy ołtarzu i nie miało to jakiegoś większego, większych konsekwencji. Natomiast dlaczego tak się część księży zaangażowała? No jest w Kościele, w części Kościoła oczywiście takie przekonanie, że Jarosław Kaczyński jest nie wiem, jakimś takim depozytariuszem i z jednej strony pamięci swojego brata, no to jest uprawnione, ale też jakiegoś takiego mitycznego polityczno-eklezjalnego św. Grala i być może bali się, że ktoś inny tych wartości nie będzie chronił.
A tymczasem prezydent jest też od innych rzeczy, więc ja wolałbym żeby takie rzeczy zostawić tam, gdzie one powinny być.

Monika Olejnik: A czy według księdza krzyż, który stoi przed pałacem prezydenckim powinien tam zostać, czy powinien być przeniesiony.

Kazimierz Sowa: Trudna sprawa, w polskiej tradycji krzyże stawia się przy drogach, w miejscach, gdzie doszło do tragicznych zdarzeń i to myślę, że akurat tego miejsca, to miejsce akurat z tym nie jest związane. Wydaje mi się, że na pewno będzie, tak sądzę, choć mówię to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność, ale w kaplicy, która jest przecież w pałacu prezydenckim powinno być jakieś miejsce, które upamiętniałoby tragicznie zmarłe ofiary tej katastrofy. Sam krzyż przy Krakowskim Przedmieściu nie jest dobrym pomysłem, tak sądzę. Ja byłem w ogóle zaskoczony, kiedyś, kilka tygodni temu zobaczyłem, nie wiedziałem, że on po prostu stoi od tego czasu i, że jest tak powiedziałbym dosyć solidnie zamontowany, podobnie jak zresztą byłem zaskoczony jakąś kapliczką taką na peronie we Włoszczowej, czy w kilku innych miejscach, no ludzie potrzebują czasem niektórych znaków, ale nie można też tych znaków czynić w taki sposób, który no wydaje mi się trochę przesadą.

Monika Olejnik: Powiedział ks. Kazimierz Sowa, czy ksiądz nie żałuje, że ksiądz publicznie powiedział na kogo będzie głosował?

Kazimierz Sowa: No tak, mogłem powiedzieć, że będę głosował na pana K. wtedy pogodziłbym obu kandydatów, a jeszcze wtedy mogłem też powiedzieć, że będę głosował na pana z wąsem, bo też było dwóch co najmniej z wąsem. Nie, ale żarty żartami, nie, nie żałuję, może inaczej czy żałuję czy nie żałuję – to było też trochę w afekcie w stosunku do tych deklaracji, które padały właśnie z tych komitetów wyborczych i to akurat po tym tekście, natomiast nie, no wydaje mi się, że byłem dosyć przekonany do tej kandydatury, więc nie uważam żebym tutaj, nie agitowałem tym samym, takim wyznaniem. Okay, no powiedziałem.

Monika Olejnik: Powiedziałem, że głosowałem na… no to już trzeba dokończyć.

Kazimierz Sowa: No, że głosowałem na pana Komorowskiego.

Monika Olejnik: Powiedział ksiądz Kazimierz Sowa, to był gość Radia ZET, a teraz zapraszamy dalej.”

Ten wpis został opublikowany w kategorii A może być tak pięknie.... Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kampania z dystansu

  1. danuta55 pisze:

    Strasznie mi przykro,że są tacy jak ksiądz Sowa,wysługujący się liberałom.Gdybym utożsamiała Kościół z takimi marnymi kapłanami,już
    byłabym niewierząca.Jak można aprobować coś ,co jest sprzeczne z nauką Kościoła(np. in vitro=komorowski)?
    Czyżby pecunia non olet?

Możliwość komentowania jest wyłączona.