Tragiczny los Lecha Kaczyńskiego

Lech Kaczyński od urodzenia miał pecha, a na imię mu było Jarosław. W tej parze braci bliźniaków zawsze prym wiódł Jarosław. Bo kilkanaście minut starszy, bo silniejszy, bo dzielniejszy, bo inteligentniejszy. Gdyby nie Jarosław to Lech byłby dzisiaj zapewne poczciwym, szanowanym profesorem prawa, szczęśliwym mężem, ojcem i dziadkiem. Los chciał inaczej bo obok był brat Jarosław. To przez niego Lech na dobre zaangażował się w politykę. Został szefem partii, choć tego nie chciał. Choć wszyscy wiedzieli, że partią rządził Jarosław. Został Prezydentem Polski, choć wszyscy wiedzieli, że tego nie chciał, że Polską rządził Jarosław. Poleciał do Katynia rozpocząć kampanię przed kolejnymi wyborami prezydenckimi, choć wszyscy wiedzieli, że nie miał na to ochoty. Ale tak kazał brat Jarosław. Pewnie też brat kazał lądować w Smoleńsku, choć warunki na to nie pozwalały. Lech i wszyscy pasażerowie samolotu zginęli. Jarosław dzięki graniu sprawą Smoleńska wygrał wreszcie wybory w Polsce, doszedł do władzy i praktycznie mianował się wodzem Polski. A Lech? Z honorami został pochowany razem z żoną na Wawelu. Wydawałoby się, że w końcu ma święty, błogi spokój i wyzwolił się spod kurateli brata. Ależ nie! Jarosław nie pozwoli mu odpoczywać. Postanowił dokonać ekshumacji swojego brata. I będą Lecha jeszcze po kawałeczku ciąć, piłować i prześwietlać a potem ponownie składać. Żeby go udobruchać Jarosław zorganizuje mu kolejny, wystawny pochówek i postawi kilkadziesiąt a może kilkaset pomników. Coś mi się wydaje, że jeżeli bracia kiedyś w wieczności się spotkają to wreszcie Lech Jarosławowi za te wszystkie cierpienia solidnie dupę skopie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Co tam panie w PiSuarze.... Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.